Pielgrzymi już za Wisłą
Niektórzy twierdzą, że nasza pielgrzymka to trzynaście niedziel pod rząd. Dlaczego? A dlatego, że co rano msza św., później proszony obiad i wreszcie dłuuuugi spacer. I coś w tym jest… Wczorajszy dzień nie należał do łatwych, ale do najdłuższych w kilometry na pewno. „Daleko jeszcze?”, pytali ci, którzy na pielgrzymce są po raz pierwszy. GSP i porządkowi grupowi cierpliwie odpowiadali, że jeszcze tylko zakręt w prawo i będzie nocleg. Ile takich zakrętów w prawo było, chyba nikt poza księdzem Dyrektorem Michałem i ks. Arturem z GSP, nikt nie wie.




Słowa piosenki Mietka Szcześniaka oddają klimat dzisiejszego dnia, który zaczął się bardzo wcześnie – grupa ziemi biłgorajskiej, czyli bł. Jerzy, wyruszyła z miejsca noclegowego o godz. 4:30, gdy pierwsze promienie słońca niemrawo przedzierały się przez zaspane jeszcze chmury. Towarzyszył im radosny śpiew ptaków budzących się o wschodzie słońca, a on zastał nas gdy już byliśmy w drodze na mszę św. Dziś poligon, przez niektórych pielgrzymów uważany za najtrudniejszy etap na pielgrzymce. Długi odcinek idzie się polami i lasami, to dość duży wysiłek fizyczny.
Zagubieni na bezdrożach własnych pomysłów, zmęczeni wielokrotnie podejmowanym wysiłkiem, zrezygnowani pośród ciemności, pozbawieni odpowiedniej mapy nie mielibyśmy szans dotrzeć do celu. Na szczęście, nie jesteśmy sami. Mamy Matkę, która wesprze nas swoją siłą. Idziemy za Przewodniczką, która zna Drogę. Przyświeca nam Gwiazda, której światło jest silniejsze niż mrok naszego serca.


